por Roman Juśków

Moderator: Mike

Awatar użytkownika
Schrek
Posty: 4381
Rejestracja: ndz 10 paź, 2004 7:46 pm
Lokalizacja: W drodze...

por Roman Juśków

Post autor: Schrek »

Znalezione przypadkiem na stronie:Od Lwowa do Jeleniej Góry.
Strona trąci na pierwszy rzut oka lekkim fanatyzmem ale warto poczytać między wierszami.
Co do żywota porucznika Juśkowa to jeśli wszystko to co pisze jest prawdą to z niego niezły kozak był.
Roman Juśków

Można powiedzieć, że cała Ziemia Lwowska była jego rodzinnym domem.
Urodził się 12 kwietnia 1913 roku w Rzeszowie. W Tarnopolu chodził do Państwowego Gimnazjum II im.Henryka Sienkiewicza, ukończył je w 1934 roku, maturę zdał w terminie zimowym 4 marca 1935 roku. Po tylu latach pozostała żywa pamięć wspaniałych nauczycieli, języka polskiego uczył prof. Halpern, łaciny Hrycek, greki DB Pastuszyn, historii Sadowski, języka niemieckiego Pelczarski, religii ks.Klementowski.
Od 20 września 1935 do 30 maja 1936 roku odbył kurs podchorążych rezerwy w Stanisławowie, na świadectwie znajduje się podpis d-cy 11 dywizji piechoty, gen. bryg. Łukoskiego.
W tym czasie zamieszkał w Delatynie, gdzie pracował jako technik w tartaku państwowym. Mimo, że siedziała w nim rogata dusza, we wrześniu 1939 roku, nie został objęty pierwszym rzutem mobilizacyjnym. Nie ubrał munduru, nie wystrzelił ani jednego naboju.
Gdy 17 września granicę wschodnią przekroczyły wojska czerwonej armii, niosąc pomoc zbrojną armii hitlerowskiej, z grupą około 20 harcerzy z hufca stanisławowskiego przekroczył w Polanicy Popowiczowskiej granicę węgierską. Został internowany w obozie w Hőegyesz, tu poznał innego mieszkańca Jeleniej Góry, Zygmunta Kniżatko, który zwrócił jego uwagę, jako bardzo sprytny i obrotny chłopiec. W obozie tym siedzieli żołnierze gen. Maczka, którzy w pierwszej kolejności byli objęci pomocą w przerzucie do Francji. Atmosfera ta udzielała się wszystkim. Roman Juśków z pchor.Franciszkiem Gonetem, na lewych papierach wyruszył przez Belgrad, Mediolan, Modanę do Paryża. Zameldował się w koszarach „Bessiers” i po paru dniach był już w ośrodku szkoleniowym w Cőetquidan.
Tu otrzymał przydział do Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, awans oficerski na podporucznika i dowództwo plutonu strzelców w 1 kompanii, w 3 lub 4 batalionie. Większość żołnierzy w plutonie była „Francuzami”, czyli Polakami mieszkającymi stale we Francji, wielu z nich walczyło w Hiszpanii. Jego zastępcą był aspirant Jan Suchecki, który poległ w 1944 roku, jako żołnierz 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka.
Strzelcy Podhalańscy brali udział w wyprawie na Narwik. 23 kwietnia 1940 roku, Roman Juśków zaokrętował się na statku „Mexique”, który wypłynął z Brestu i w zatoce Clyde na redzie portu Greenock dołączył do konwoju. 5 maja dotarli do brzegów Norwegii, koło Tromsö i po dwu dniach wyładowali się na wyspie Hinnöy. Następnie na kontrtorpedowcu został przewieziony ze swoimi żołnierzami z zadaniem rozpoznania na brzeg w rejonie Ballangen na północ od Narwiku, w stałym kontakcie z niemiecką Luftwaffe na pozycjach osłonowych brygady. Rozkaz o ewakuacji, gen. Zygmunta Szyszko - Bohusza d-cy SBSP, dotarł do Romana Juśkowa mocno spóźniony i ledwo zdążył na ostatni okręt „Monarch of Bermudy”.
Do Francji powrócili, gdy już Francja się waliła, a do Paryża wkraczały wojska niemieckie. Strzelcy Podhalańscy zostali wrobieni w obronę nieistniejącej już „Reduty Bretońskiej”, bez ciężkiej broni i amunicji, bez wsparcia artylerii i broni przeciwpancernej. Pluton Romana Juśkowa znowu był w osłonie brygady. Rozkaz o wycofaniu wojsk gen. Szyszko Bohusza po raz drugi nie dotarł do wysuniętych jednostek osłonowych.
Na wschód od miasta Combourg, na stanowiskach nad rzeką Couesnon w rejonie Antrain już 18 czerwca wszedł w kontakt z czołgami niemieckimi. Pierwsze natarcie zostało odparte, ale po niecałej godzinie zaczęło się piekło, z kompanii pozostało 20 ludzi. Utracono łączność z brygadą. Roman Juśków spróbował swoich ludzi przeprowadzić do portu Saint Malo, żeby przedostać się do Anglii, ale tu Francuzi już tylko czekali na poddanie się Niemcom i żądali, aby Polacy również oddali broń.
Z trudem udało się wyjść przez mur z koszar francuskich i na piechotę najpierw z bronią i w mundurach, następnie w cywilnych ubraniach, o głodzie i chłodzie, przedzierać się na południe w coraz to mniejszych grupkach. Roman Juśków po ośmiu tygodniach dotarł do Montpelier, gdzie otrzymał odprawę i po raz pierwszy krzyż walecznych. Był już uważany za nieboszczyka. Spotkał tu też Jana Sucheckiego. Szukał możliwości przedarcia się do Anglii.
W „wolnej” Francji były obozy dla internowanych żołnierzy polskich. Roman Juśków przez pewien czas przebywał w mundurze szeregowca w obozie Camp de Capriagni pod Marsylią, w którym śpiewem i gitarą podtrzymywał ducha żołnierskiej braci. W obozie w Garrick nosił już gwiazdki. Czas bezczynności wykorzystywał na naukę języka francuskiego, dla utrzymania kondycji jeździł na narty, robił wyprawy górskie. Następnie w pobliżu Clermont - Ferrand, w ośrodku dla oficerów polskich w Le Mondore zetknął się z polskimi oficerami, którzy mieli kontakty z francuskim podziemiem. I tak się zaczęło, pod koniec 1942 roku został wysłany z meldunkiem do Hiszpanii. Szło ich sześciu. Przez Perpignan dojechali do końcowej stacyjki po stronie francuskiej, Collioure.
Granicę pokonali bez przeszkód. Po stronie hiszpańskiej wpadli na patrol, udało się z nimi porozumieć, nie tylko puścili ich, ale jeszcze wskazali im jak dojść do stacji kolejowej Figueres. W pociągu zainteresowali się nimi cywilni agenci. Roman Juśków postanowił wiać, obserwując mijane stacje zauważył Badalonę. Poprosił o zezwolenie na pójście do ubikacji i tyle go widzieli. Do Barcelony poszedł wzdłuż torów. Na przedmieściu wsiadł do taksówki i pojechał do konsulatu brytyjskiego. Taksówkarz ostrzegł go przed cywilnymi agentami. W drodze z konsulatu na melinę, został złapany przez cywilów i stracił łączność z przewodnikiem, ale i teraz wykupił się, nawet pomogli mu w nieznanym mieście w powrocie do konsulatu.
Na melinie u Luisa, kierownika tajnego ośrodka przerzutowego (Ośrodka Ewakuacji Nielegalnej) w Barcelonie złożył raport i został namówiony do przyjęcia funkcji łącznika, pracującego dla Centrali w Londynie. Była to trudna, męska decyzja, tym trudniejsza, że nie znalazła poparcia ze strony płk. Jaklicza, ani władz kompetentnych na terenie Francji, na co skarżył się do Centrali w Londynie Luis. Świadczy o tym dokument podpisany 28 maja 1943 roku.
Wśród wielu zadań łącznika na linii Hiszpania - Francja najsłynniejsza była akcja nawiązania kontaktu z Prymasem Polski kardynałem Augustem Hlondem, który był w Lourdes, jakby internowany, pod nadzorem Gestapo. Akcja miała na celu namówienie kardynała do opuszczenia Francji i do wyjazdu do Anglii.
Roman Juśków umiał wtopić się w otoczenie, nie zwracając na siebie uwagi, w biały dzień, w południe, na bezczelnego, nie zatrzymany przez nikogo, przeszedł przez bramę i dostrzegł modlącego się w ogrodzie kardynała. Kardynał jakby spodziewał się jego przybycia, zaczął iść do domu, aby zejść z pola widzenia.
Rozmowa Romana Juśkowa z kardynałem Hlondem była krótka. Kardynał odmówił, mówiąc, że jako książę Kościoła zrobił już błąd opuszczając kraj i nie może sobie pozwolić na taką eskapadę. Może po prostu brakło Mu odwagi, a może też obawiał się trudów przejścia przez górską granicę do Hiszpanii, trudno dziś oceniać Księcia Kardynała. Na natarczywe prośby Romana Juśkowa napisał na kawałku papieru odręcznie „Z propozycji nie skorzystam, mając inne zamiary”, bez podpisu oddał kartkę, uważając, że jego pismo jest znane tam gdzie trzeba. W drodze powrotnej Roman Juśków zabrał z sobą jakiegoś podchorążego i już w Collioure przed granicą francusko hiszpańską towarzysz podróży stracił nerwy i wpadli w ręce żandarmerii.
Dostał się do obozu w Perpignan. Szczęście sprzyjało Romanowi Juśkowi i w krótkim czasie podczas wykonywania robót gospodarczych, przez mur, w sprzyjającym miejscu, trochę przy pomocy pilnujących go Słowaków, udała się ucieczka.
W obozie alarm, wojsko na motocyklach wyjechało na poszukiwanie zbiega. Roman Juśków przesiedział do świtu w ogródkach działkowych ukryty w dojrzałym już grochu. Aby zniknąć z tego terenu zdecydował się na jazdę pociągiem w stronę Paryża. Znowu mu szczęście sprzyjało, nie zwrócił uwagi kontroli, konduktor udawał, że go nie widzi. Gdy pociąg ruszył w spodniach podwiązanych sznurkiem i poszarpanej marynarce, przeszedł do drugiej klasy i w przypadkowym towarzystwie niemieckiego oficera, Austriaka dojechał do Tarascon, gdzie wśród wojska niemieckiego przeszedł przez most na Rodanie i znalazł się w znanym sobie Beaucaire.
Tam gdzie kiedyś mieszkał, mieszkali Niemcy, hotel był też zajęty przez Niemców. W tej sytuacji zdecydował się pójść do znajomego Hiszpana, który utrzymywał bliskie kontakty z pchor. Franciszkiem Gonetem. Był to pierwszy dzień Wielkiejnocy. Przy stole siedziało wielu biesiadników. Roman Juśków znalazł się w przyjaznym otoczeniu. Nakarmiony, wyspany, odświeżony, w czystym i całym, odprasowanym ubraniu, zaopatrzony w gotówkę, którą miał oddać w Hiszpanii Gonetowi dotarł do Clermont - Ferrand. Nie uzyskawszy kontaktu przez łączniczkę z Grenoble, sam próbował nawiązać kontakt z komendantem obozu w Le Mondore, lecz ten dał mu do zrozumienia, że nie chce go widzieć na swoim terenie. Szczęśliwie spotkał się z łącznikiem hiszpańskim i powrócił do Barcelony.
Podczas następnej misji wpadł przed samą granicą w ręce Hiszpanów, udało mu sie ukryć pieniądze. Nie pomogły bardzo dobre dokumenty na nazwisko Pablo Gorigocca Tarin. Z więzienia Modelo w Barcelonie przewożono go do Saragossy. Oficer policji tytułuje go komisarzem, widać bierze go za kogoś innego. Ponownie uciekł przy pomocy sztuczki z WC, 120 km nocnymi marszami wrócił na piechotę do Barcelony, po drodze nawet odbył wizytę u fryzjera. Jeszcze raz przeprowadził przez granicę jedną Polkę z Francji i uznano, że jest tu spalony. Postanowiono wyekspediować go do Anglii. Źle zorganizowany przerzut do Portugalii spowodował wpadkę na granicy portugalskiej, nie udała się ucieczka, ani sztuczka z WC, trafił do madryckiego więzienia Seguridad, w którym spotkał też Polaków.
Jego dokumenty pracownika niemieckiego konsulatu w Barcelonie nie są brane pod uwagę. Jest podejrzenie, jakoby był kapitanem tajnej policji, ze strony „czerwonych” i szpiegiem. Nie przyznaje sie, że zna już nienajgorzej język hiszpański, tłumacz pomaga mu, że jego przypadek to sprawa czysto cywilna. Więźniowie, hiszpańscy komuniści pomagają mu przetrwać, dzieląc się z nim otrzymywanym z domu prowiantem. Po kilkunastu dniach przeniesiono go na ogólną salę. Przy pomocy wychodzącego z więzienia Polaka, dał znać do ambasady angielskiej, gdzie się znajduje i natychmiast został otoczony opieką. Przynoszono mu jedzenie z restauracji i trochę pieniędzy, świeżą bieliznę, piżamę, a nawet gitarę. Jeszcze kilkanaście dni i został wypuszczony (Według dokumentu 3 września 1943 roku). Zameldował się w polskiej placówce, hasło i papierośnica potwierdziły jego tożsamość. Spotkał się z pchor. Gonetem, któremu oddał pieniądze pożyczone od Hiszpana w Beaucaire. Tym razem bez kłopotów dotarł do Villa Nueve (Vila Nova de Gaia ?) w pobliżu granicy portugalskiej, dalej jachtem do Gibraltaru i polskim statkiem „Narwik” do Wielkiej Brytanii.
I zaczęła się kołomyjka. W tzw. Patriotic School był prześwietlany na wszystkie możliwe sposoby, z różnymi fałszywymi świadkami. 23 października 1943 roku otrzymał w Immigration Office zezwolenie na pobyt w Wielkiej Brytanii. Później przeżył spowiedź w II Oddziale Sztabu Naczelnego Wodza. „Udowodniono” mu wiele spraw niegodnych żołnierza, wyssanych z palca i dano mu szansę zrehabilitowania się przez skok do kraju. Zaprotestował stanowczo przeciwko takim metodom i odmówił. Przez dłuższy czas nie dostał przydziału wojskowego, na koniec został skierowany do Edynburga, gdzie pracował jako instruktor, jednak zamiast musztry, uczył zasad walk szturmowych i ulicznych. W tej roli został później przyjęty do 10 pułku dragonów. Pewnego dnia d-ca pułku, mjr Władysław Zgorzelski przydzielił mu dowództwo 1 plutonu scout - carów w pierwszym szwadronie por. Giera i tak ppor. Roman Juśków stał się pełnoprawnym żołnierzem 1 Dywizji Pancernej.
1 sierpnia 1944 roku dywizja w składzie 2 korpusu kanadyjskiego rozpoczęła swój udział w walkach na ziemi francuskiej w rejonie Caen - Falaise. 8 sierpnia w piekielnym ogniu niemieckich dział, w piekle płonących czołgów, wśród zabitych i rannych znalazł się Roman Juśków. Gdy odzyskał przytomność był już w kanadyjskim szpitalu polowym. Potem przewieziono go do szpitala w Anglii. Ciężki to był dzień, 8 sierpnia, tylko 2 pułk pancerny stracił 32 czołgi (25 w ciągu pół godziny - wg Jana Karcza). Na całe życie pozostał Romanowi Juśkowi odłamek w głowie, zbyt niebezpieczne było jego usunięcie. Pod koniec września jeszcze jedna udana ucieczka tym razem ze szpitala i Roman Juśków powrócił do pułku. Otrzymał awans na porucznika i został zastępcą dowódcy szwadronu. 3 maja 1945 roku zakończył działania wojenne na ziemiach III Rzeszy w Westerstede koło Wilhelmshaven. Gen. Stanisław Maczek odznaczył por. Romana Juśkowa za kampanię we Francji, Belgii, Holandii i Niemczech 1944 - 1945 Srebrnym Krzyżem V klasy Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz jeszcze w stopniu podporucznika Krzyżem Walecznych. Pułk Dragonów poniósł duże straty, poległo 194 żołnierzy i oficerów, a 502 odniosło rany.
Po wojnie odnaleźli go rodzice, którzy mieli już kilka informacji o jego śmierci w Norwegii i w Hiszpanii. Trudna była decyzja powrotu do kraju, którego połowa znalazła się za granicą państwową, a druga połowa pozostała w zasięgu stalinowskiej władzy. Rodzice mieszkali w Jeleniej Górze. 10 czerwca 1947 roku Roman Juśków wyjechał z Niemiec. Zamieszkał w Żarach, tu się ożenił i tu zmarła jego pierwsza żona. Te pięć lat 1947 - 1952 zapisały się ponuro w pamięci Romana Juśkowa, stała niepewność życia, ciągłe zmiany pracy i inwigilacja Urzędu Bezpieczeństwa dodane do śmierci żony, to smutny bilans tych lat. W 1952 roku z dzieckiem przyjechał do Jeleniej Góry i z każdym rokiem zaczęła się normalizować sytuacja. Ożenił się po raz drugi i zaczął w miarę normalnie żyć i pracować. Podjął pracę w turystyce, (pracował w Gromadzie, na stanowisku kierownika Oddziału Wojewódzkiego w Jeleniej Górze) która przynosiła mu dużo zadowolenia. Zawsze uwielbiał góry. Został przewodnikiem górskim w Sudetach.
Oprócz odznaczeń polskich, posiada odznaczenia brytyjskie (1939 - 1945 Star, France and Germany Star), francuskie (Croix de Guerre z złotą gwiazdą), holenderskie (Orde van Oranje Nassau, klasy III - tym samym odznaczeniem byli dekorowani gen. Maczek i Rudnicki) - {wg Dziennika Personalnego nr 2 - Londyn, dni 26 MAJA 1945 podpisanego przez kierownika Ministerstwa Obrony Narodowej gen.dyw. Mariana Kukiela - wyciąg podpisała R.Oppmanowa}
Roman Juśków walczył dwukrotnie za wolność Francji, w 1940 i w 1944 roku, pod Falaise został ciężko ranny, do dnia dzisiejszego nosi w swojej głowie śmiercionośny odłamek, ale Francuzi odmówili mu praw kombatanckich. Jeszcze jeden międzynarodowy wstyd.
Od czasu do czasu przypominano sobie o jakimś kurierze, jedynym, który dotarł do kardynała Hlonda i pojawiały się artykuły o tym, tak bardzo nieprawdopodobnym wydarzeniu. Był czarną owcą w kraju i na zachodzie, aż tu nagle przypomniano sobie o jego zasługach i otrzymał awans na rotmistrza i to dwukrotnie. W 1989 roku w Warszawie i w 1990 roku w Londynie. W 1990 roku został zaproszeny przez króla Olava na uroczystości do Narwiku. Wspaniałe przeżycia z tej wyprawy zapisane zostały na kasecie video. Na pamiątkę otrzymał dyplom z własnoręcznym podpisem króla Olava. Roman Juśków kilkakrotnie przeżył swoją śmierć, ale Pan Bóg miał go zawsze w swojej opiece. Za działalność turystyczną w kraju otrzymał Złoty Krzyż Zasługi, tylko tyle, jak przystało na porządnego człowieka, który walczył o wolną Ojczyznę, dla niej pracował i nigdy nie wysłygiwał się tym, którzy służyli wrogom Polski.
Jako miłośnik gitary i piosenki został autorem pułkowego hymnu, który kończy się następującymi słowami:

Dragon nigdy za sławą nie goni
Ona za nim krok w krok
Naprzód Dragoni, naprzód Dragoni
W jasną przyszłość, poprzez mrok.

„NAPRZÓD DRAGONI”
Słowa i melodia R. Juśków

Nam nie straszną jest dzisiaj tęsknota
Kiedy tęskni się od lat
Wciąż ta sama do życia ochota
Dragon z piosnką idzie w świat
Wszystko stracił, lecz łzy nie uronił
Ścisnął zęby, będzie trwał
I na hasło NAPRZÓD DRAGONI
Będzie znowu wroga prał.
Żadne troski i zmienne koleje
Nie złamią ducha w nas
Dragon z wszystkich przeszkód się śmieje
Z hasłem “Naprzód” idziem wraz.
Czy pamiętasz Dywizję w pogoni
Gdyś opadał z resztek sił
Lecz na hasło NAPRZÓD DRAGONI
Pomnij jakżeś Niemca bił.
Od Lanarku, aż hen do Rzeszowa,
Słychać nasz zwycięski zew
Czyny więcej znaczą niż słowa
I ofiarna młoda krew.
Dragon nigdy za sławą nie goni
Ona za nim krok w krok
Naprzód dragoni! Naprzód dragoni!
W jasną przyszłość, poprzez mrok.
Będziesz draniu tak długo bił butami w ziemie,
aż ci koniec pikelhaubu z ziemi będzie sterczał
Awatar użytkownika
Mike
Marszałek
Posty: 12012
Rejestracja: ndz 10 paź, 2004 10:29 pm
Lokalizacja: Poznañ

Post autor: Mike »

O Romanie Juśkowie bardzo ciepło i życzliwie wyrażają się zawsze świętoszowscy dragoni, musiała być to zaiste nietuzinkowa postać. Tym bardziej szkoda, że nie zdążyliśmy go poznać.
Hit first. Hit hard. Keep on hitting.
ODPOWIEDZ